poniedziałek, 30 maja 2016

próg starości


Jeden z moich ulubionych seriali obchodzi w tym roku osiemnaste urodziny. 18 – w pewnym wieku to podobno jedyna słuszna odpowiedź na pytanie: "To ile lat dzisiaj skończyłaś?" We wspomnianym serialu bohaterki rozmawiają ze sobą o tym, jaki jest ich "próg starości". Dla jednej to 42 lata, druga mówi: "Mój to 45". 
A mój właśnie się wydarzył. "35?!!! Niemożliwe! Wyglądasz najwyżej na 27!" – auć! Jak uderzenie bosą stopą 
w drewniany próg, zdarzyło Wam się kiedyś? Trochę boli, prawda? Gdybym widziała kieliszek z cosmopolitanem do połowy pełny, a nie pusty, pomyślałabym raczej o tym, że młodo wyglądam, a nie o tym, jak zabrzmiało to 35 
i jak wiele mi jeszcze brakuje do pełni. 

Zobaczyłam ją na ścianie przy Dworcowej, zabawne, że akurat tego dnia. Torba przewieszona przez ramię, bukiet kwiatów, okulary. Wszystko tak samo. I laska, jak zwiastun problemów z biodrami, które zapewne odziedziczę 
w genach. Tak sobie stałyśmy przez chwilę naprzeciw siebie, na tym progu starości. Ona i ja, ja i ona, ja i ja.

poniedziałek, 9 maja 2016

9 maja - urodziny poetek


maj
z czarnego cylindra
wyciąga garście kwiatów
coraz zieleniej
Planty
obejmują miasto Kraków

a w mieście siostra
nieduża wąska
garście uśmiechów zawiesza
na brunatnych gałązkach
coraz zieleniej
coraz tkliwiej

mężczyźni przystają
odurzone milkną ptaki
i deszcz
tak się w jej oczy zagapił
że spadł
bo myślał, że to niebo

(Halina Poświatowska)

Poświatowska była zawsze, kiedy byłam zakochana. Doskonale nazywała jedną po drugiej miłość, początki 
i końce i to, co pomiędzy. Sięgam po nią w maju, bo w maju jest się po uszy w naturze, w rozkwicie, a zmysły wariują z obfitości – jak w jej wierszach. W ciepłe wieczory wracam do domu pijana zielenią, bzem, konwaliami, które wącham nałogowo. Kwitną od nowa przyblokowe ogródki, jak przed rokiem, kiedy tu zamieszkałam. Kwiaty magnolii – małe białe ptaszki origami przycupnięte na ciemnych gałęziach, znowu odleciały zbyt szybko. I zbyt szybko przyszedł maj z mocą i słodyczą, od której kręci się w głowie i którą trzeba zagryzać kwaśnym rabarbarem, żeby ją wytrzymać. 
Wszystkie trzy urodziłyśmy się w maju. One tego samego dnia i w tym samym mieście. I najpewniej pod tą samą poetycką gwiazdą.


tego samego dnia
wydarza się

trawa pod stopami jest miękka i mokra
odległość pomiędzy nami coraz bliższa
ruch codzienny na ulicach
niecodzienny uśmiech nieznanego przechodnia
w półcieniu niebo widać wyraźniej
czuję błękit granat szaroniebieski
język przewodzi myśl
rytm wypowiadanych zdań porusza przestrzeń
palec zbiera rozsypane okruszki

w skrzynce dwie wiadomości
przedwczesna na przyszłość
za późna o przeszłości

każda z nich bez treści
znaczy tylko tu i teraz

(Paulina Pidzik)

Życie przynosi mi pięknych ludzi.