poniedziałek, 7 stycznia 2013

SESJA SESJI

Lustrzan(kow)e Odbicie. 
Czyli o tym, jak pewnej Światłoczułej Pannie odbiło do reszty z niemającym końca pstryk-pstryk-pstryk-pstryk. Do Asinego, powtarzanego często: "Odłóż wreszcie ten aparat, chłoń chwilę, przeżywaj, patrz!", dołączyły pełne politowania i kociego znużenia spojrzenia Sesji. Ale czy nie jest rozczulająca?

Widział kto, żeby tak spać? Kosz pełen papierów do palenia w kominku to ostatnio numer jeden w kocim rankingu najdziwniejszych miejsc do spania
Ewentualnie jeden z dwóch parapetów w studiu, ale nawet za zasłoną chwili spokoju, opędzić się nie można od "kici-kici"...
No dobra, zapozuję ci, nawet się po kociemu uśmiechnę, tylko zmiłuj się, idź już sobie...

niedziela, 6 stycznia 2013

GWIAZDKA Z NIEBA

Jednak zima.
Gdyby tak mogła z rozpędu zahaczyć o Londyn, gdzie Misia i Misha mają dzisiaj swoje drugie Boże Narodzenie. Grubą warstwą śniegu oddzielić teraźniejszość od przeszłości, niepokoje wybielić nieskazitelnie, wytłumić, ukryć przed światem, wyciszyć bezpowrotnie.
Nagle przypomina mi się historia o papierowej gwiazdce z nieba w prezencie dla Przyjaciela, zrzucanej z akademikowego okna nad jego głową, tak, żeby mógł ją parę pięter niżej zobaczyć spadającą i powiedzieć życzenie.
Gdybym mogła, podarowałabym Im dzisiaj taki właśnie prezent.


piątek, 4 stycznia 2013

Z DZIENNIKA

Ach, jak mnie mierzi ten urzędniczy przerost formy nad treścią, ta wymuszona kurtuazja podszyta fałszem, ta megalomania, od której robi się niedobrze. Na zdjęciu z prowincjonalnej byle imprezki nadmuchanej do wydarzenia rangi państwowej błyskam bardzo sztucznie doklejonym uśmiechem. Kiedy na niego patrzę, mdli mnie jeszcze bardziej – oto jestem częścią tego cyrku, bo klient nasz pan, bo taka PR-aca, chcę, czy nie.
A. zabrany przeze mnie w roli nadwornego fotografa ma w końcu dowód niezbity, że obca cywilizacja jednak istnieje i że każda nasza konferencja, każde spotkanie, są jak lądowanie na innej planecie. A każda batalia o zatwierdzanie projektu reklamy to wojna światów. Chociaż nie, chyba obrażam w tej chwili UFO
– to podobno wyższa inteligencja. 


Pralka, praleczka, pralunia. Mój nowy hipnotyzujący uspokajacz, aż dziw, że nie stopniała jeszcze od miłosnych spojrzeń. To nasze umiłowanie rzeczy, co piekarnik rozpala do czerwoności, a pralkę wprawia
w drżenie, zupełnie, jakby czuły, jak bardzo były upragnione.  


Wieczorem informacja, że dzięki portalowi wspieramkulture.pl, a przede wszystkim dzięki wspaniałym ludziom, udało się zebrać pieniądze na dokończenie filmu o Joannie. W Pytaniu na śniadanie pierwsze fragmenty, które pozbawiają słów, zupełnie.

środa, 2 stycznia 2013

NIEWIDZIALNE DZIECI ADAMA I EWY

Wywiad ze Stanisławą Celińską zamieszczony niedawno w Wysokich Obcasach to tekst, który – znaleziony
w sieci – od razu przesyła się dalej. Tak też zrobiłam, bo nie ma nic bardziej krzepiącego i inspirującego, niż czyjeś szczere
czasem do bólu, mądre słowa i życiowe zwycięstwa. I jak nieprawdopodobnie daje kopa do walki o siebie to zdanie: "Przede mną bojowe zadanie – trzecie życie".
Raz tylko jesteśmy tu i teraz, a jednak mamy ten przywilej odradzania się ciągle i ciągle od nowa. Bojowe zadania, nowe początki
– jak znalazł na Nowy Rok.

Cały wywiad Wysokie Obcasy, 22 grudnia 2012

W tym samym numerze magazynu tekst Witolda Szabłowskiego, szczęściarza, który dotarł do kraju, w którym wiara w elfy nie jest niczym osobliwym.
"Siedzę u Erli w salonie i właśnie o elfach chcę się czegoś dowiedzieć" – pisze Witold Szabłowski – "Islandczycy ciągle o nich opowiadają; ciągle gdzieś je widzą. A Erla jest w tych sprawach ekspertem. 
– Gdzie można zobaczyć elfy? – pytam więc.  
– Jak to gdzie? – Erla odpowiada pytaniem na pytanie i rozgląda się po domu. Po chwili znów patrzy na mnie.  
– Jeden siedzi za pianinem – pokazuje mi palcem. – Drugi przy drzwiach. Trzeci właśnie przebiegł przez środek pokoju. Na tego musisz uważać, jest wyjątkowo złośliwy – ostrzega. – Elfy są wszędzie tam, gdzie i ludzie. Tylko nie każdy je widzi."
Zadziwiające, jak oczywiste jest dla Islandczyków współistnienie dwóch światów – ludzkiego i elfiego:
"– Moją mamę kiedyś przestraszył w ogrodzie – przypomina sobie Ingo, prawnik z Reykjav~ku. – Chciał pożyczyć sekator. Nie zauważył jej i na siebie wpadli." 
Albo: "– Pod tą skałą ludzie codziennie wieczorami słyszeli piękny śpiew – Sigurbjörg pokazuje mi w miejskim parku w Hafnarfjörur skałę o niecodziennym kształcie. – Nie wiedzieli, kto może tak śpiewać. Aż jeden śmiałek wdrapał się na górę i okazało się
– że śpiewał elf
kończę za nią.
– Nie – Sigurbjörg patrzy na mnie karcąco. – Śpiewała nimfa. U nas mieszka wiele innych niezwykłych stworzeń oprócz elfów – wyjaśnia, widząc moją zdziwioną minę."
Jakie to oczywiste. Tak jak i to, że w domu przestawia się telewizor, ilekroć elfy dają mieszkańcom do zrozumienia, że im przeszkadza albo zmienia się trasę budowanej drogi, tak, by nie zakłócała ciszy w elfich domostwach.
Elfy rozdrażnione bywają bowiem wyjątkowo złośliwe, z tymi udobruchanymi można podobno żyć spokojnie. 
Miłośniczka Thorgala, Björk, baśniowych historii i wszystkiego, co skandynawskie, zawsze marzyłam o wyprawie na Islandię. Niewidzialne dzieci Adama i Ewy, o śpiewnych głosach, podobnych do drgań powietrza
i ludzie, którzy wierzą w niezwykłość
to każe marzyć jeszcze intensywniej.

Cały tekst tutaj


Koncertowa wersja Unison z jednej z moich ulubionych płyt – Björk, Vespertine

wtorek, 1 stycznia 2013

SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA

Sylwester nigdy nie był dla mnie jakimś wielkim powodem do świętowania. Czego? – że nie wiedzieć kiedy, za nami kolejnych dwanaście miesięcy, że mijamy nieuchronnie, że z każdym rokiem mniej mamy szans na spełnienie życiowych marzeń i planów? Od zawsze bojkotuję ten cały szał związany z końcówką roku, te pytania już od października: „A co robicie w Sylwestra?” Mam wtedy ochotę na jedną, jedyną odpowiedź:
„A nic!”

I to właśnie postanowiliśmy robić w tym roku w kilka osób – piękne, leniwe NIC.
Przy trzaskającym w kominku ogniu, przy wariacjach na temat gry w jengę, przy filmach wyświetlanych na ścianie, przy dobrym jedzeniu i… bez szampana, bo jakoś tak się zbiorowo rozłożyła odpowiedzialność za ten punkt programu. Ku mojemu ubolewaniu, bo o ile samego przymusu sylwestrowej zabawy nie lubię, o tyle szampana bardzo. I fajerwerki, które tym razem oglądaliśmy pod gołym niebem. Wyjątkowo długie i cudne były w tym roku te świetlne spektakle, jak manifestacja radości, że na przekór wszystkim wieszczom
i przepowiedniom świat wciąż trwa, a my w nim.
Mimo wszystko, mimo świadomości galopującego czasu, w tej chwili jest zawsze jakaś nadzieja, obietnica, no, może z maleńką domieszką lęku przed nieznanym.



Nowy Rok. Dzień, który lubi być przesypiany do południa i w którym zapisują się nowe kalendarze.
Kama podarowała mi „Rok dobrych myśli” Beaty Pawlikowskiej, już go lubię, za proste trafianie w samo sedno. Na pierwszej stronie wpisuję moje postanowienia-niepostanowienia, luźne myśli, chcenia, drogowskazy, to, co ważne. Podoba mi się ta liczba.13-stka ma w naszej Rodzinie od zawsze dobre znaczenie, dobre konteksty,
a przez to jest oswojona, w moim przypadku bardziej, niż np. czarny kot – śmieję się sama z siebie, kiedy to piszę.
Szukam swojego słowa na ten najbliższy czas. I przychodzi mi do głowy „działanie”.
A potem czytam w Zwierciadlanym horoskopie coś bardzo w tym klimacie: „Dobrze zaczynasz nowy rok,
a dzięki Jowiszowi masz w żaglach sprzyjający wiatr, więc pomkniesz naprzód.” „Wydaje się, że masz przed sobą możliwości większe niż kiedykolwiek i większą rozmaitość wyborów.” „ Zaufaj intuicji, to najlepsza droga.”
„Pamiętaj przysłowie: bez pracy nie ma kołaczy. Nagrodą będzie bogactwo – w postaci pieniędzy czy innych wartościowych rzeczy lub emocji, wiedzy i doświadczenia. Rok 2013 zapowiada się jako jeden z najpłodniejszych w całej dekadzie. Ciesz się.”
Bzdury, czy nie, w dobre słowa, tak jak w dobre życzenia, warto uwierzyć i przyjąć je za swoje.
Tak, w tym roku obieram kierunek na twórcze działanie.

A wszystkim moim Czytelnikom w 2013 roku życzę szerokich wód, pomyślnych wiatrów, słonecznych horyzontów, siły niezłomnych wilków morskich w zmaganiu się z wirami życia i zawsze – spokojnych, szczęśliwych Przystani.