wtorek, 19 marca 2013

ROLLERCOASTER

Gonią mnie terminy, nie wychodzę z maili, a lista rzeczy do zrobienia nie ma końca. Festiwalowa machina poszła w ruch. Ogarnia mnie głupawka, chodzę za A. po domu i powtarzam: "Wiela ja mam roboty", 
z premedytacją odzieram to wszystko z powagi. Oboje wiemy, że nie wolno pozwolić na małą chociaż myśl, jaki ogrom pracy przed nami, bo uświadomienie sobie tego, bywa że zamiast mobilizować, działa paraliżująco. Nie ma miejsca na żadne "Nie wiem, w co ręce włożyć, bo przecież równolegle wciąż pracuję na pełen etat, bo przecież blog... i warsztaty... i maszynopis na konkurs i... konwersacje... i sport jakowyś miał się z wiosną uskutecznić..." Metodycznie, krok po kroku, po kolei, tylko w tym jest ratunek. I szansa na powodzenie. 
Bardzo się cieszę na ten czas, na ten młyn właśnie. To jest praca, jakiej zawsze chciałam, tak nagle spadła z nieba, jak odpowiedź na moje myśli. Może to chwilowa przygoda, a może początek dobrych, zawodowych zmian. Chciałabym. Bardzo!

Wieczorem miłe zaskoczenie, Ktoś poprosił mnie o recenzję swoich książek, w tym jedną przedpremierową. Ktoś, kogo nie miałam jeszcze okazji czytać, tym bardziej jestem ciekawa.

poniedziałek, 18 marca 2013

PIĘCIOPRZEMIANOWE ŚNIADANIE


Reminescencja weekendowa niestety od kiedy pracuję, w tygodniu rzadko jem śniadania w domu. Odwieczne moje postanowienie, całkowicie uwarunkowane tym o chodzeniu spać przed północą. Może z wiosną...
W medycynie chińskiej bardzo podkreśla się dobroczynne moce ciepłych śniadań. Zainspirowana książkami Ewy Dobek i menu Dobrej Karmy, kiedy tylko mam więcej czasu, przygotowuję pięcioprzemianową kaszę jaglaną, fantastycznie rozgrzewającą i otulającą od środka. 

Moja baza:
2 szklanki wrzątku (smak gorzki, lato, przemiana ognia)
1/3 szklanki przepłukanej kaszy jaglanej, można dodać łyżeczkę masła (smak słodki, późne lato, przemiana ziemi)
szczypta imbiru (smak ostry, jesień, przemiana metalu)
– szczypta soli (smak słony, zima, przemiana wody)

Gdy kasza jest już na w pół miękka, dodaję kolejno:
– pokrojone w kawałki albo starte jabłko, czasami suszoną żurawinę (smak kwaśny, wiosna, przemiana drzewa)
szczyptę kurkumy (smak gorzki, lato, przemiana ognia)
szczyptę cynamonu, garść rodzynek, 1 łyżeczkę zmielonego siemienia lnianego, 1 łyżkę miodu, czasami rodzynki zastępuję pokrojonym w plasterki bananem (smak słodki, późne lato, przemiana ziemi)
– dwie garście płatków owsianych (smak ostry, jesień, przemiana metalu)

Kiedy wszystko razem się przegryza i mięknie do reszty, podprażam na suchej patelni pestki słonecznika 
i ziarna sezamu albo pestki dyni. Kaszę przekładam do miseczki, posypuję ziarnami, czasem dodaję na górę łyżeczkę powideł śliwkowych. Latem ziarna i dżem zastępuję świeżymi owocami, np. truskawkami. 
Uzależnia, naprawdę.  


niedziela, 17 marca 2013

***

W domu pachnącym wieńcem cynamonowym z przepisu Liski, obiadem i słonecznymi tulipanami przywiezionym przez moich Kochanych.
Ciepło, bo pyrkoczą garnki na gazie, bo zachodnie okna pełne słońca, bo wybuchy śmiechu co chwilę.  
Ciepło, bo My razem. 
Chciałabym, żeby to była niekończąca się opowieść.